środa, 29 kwietnia 2009
O egipskich cudach i nie tylko

Dlaczego szczątki dzieci znalazły się w ścianach grobu nr 100? Czy na cmentarzysku Farchy będą jeszcze starsze mastaby niż ta, znaleziona w tym roku? Jak brzmiały imiona wadców, zapisane na dzbanach włożonych do grobu nr 91? Kiedy ci władcy panowali, gdzie, w jakiej kolejności? Dokąd sięga mur fortyfikacyjny otaczający Farchę i przed czym (przed kim) chronił jej mieszkańców?

To tylko kilka pytań, które przywożą ze sobą do Polski uczestnicy Polskiej Ekspedycji Archeologicznej do Wschodniej Delty Nilu. Czy i kiedy znajdą na nie odpowiedzi? Będą ich szukać, a jak znajdą, powiedzą.

Na razie wszyscy są szczęśliwi, bo opuścili Gazalę. Są już w Kairze i powoli rozjeżdżają się do domów. Ale pewnie wielu z nich - tak jak prof. Krzysztof Ciałowicz - szybko zatęskni za Egiptem: - Tak jest zawsze. Wystarczy złapać oddech w kraju i już się myśli o powrocie.

Jednak zanim do tego dojdzie, wszystkim należy się przynajmniej krótkie podsumowanie.

Kości dzieci w ścianach mastaby

Z dotychczasowych wpisów jasno wynika, że najciekawych odkryć dostarczyło w tym roku cmentarzysko. Odkryty na niej grób nr 100 okazał się by mastabą, zbudowaną ponad 5200 lat temu, czyli na samym początku dynastii 0. - Jest w tej chwili najstarszą mastabą w Egipcie. Starszą o ponad 100 lat i znacznie wspanialszą niż ta, którą odkopaliśmy w poprzednich sezonach - mówi prof. Ciałowicz.

Opisałam ją i zilustrowałam nawet zdjęciem, więc tylko krótko przypomnę: część naziemna wykonana została z cegły mułowej. Miała 5 m długości, 4 m szerokości i prawdopodobnie 1,7 m wysokości. Trzy ściany, od wschodu, południa i północy, wykończone były od zewnątrz falistymi zagłębieniami, zaczątkami nisz. W całej okazałości widać te nisze w znacznie późniejszych mastabach możnowładców z czasów I dynastii w Sakkarze. Wyposażenie: 36 naczyń glinianych, sześć kamiennych, pojedyncze paciorki agatu i gliniany czerpak, prawdopodobnie do wina. - Przy tak skomplikowanej konstrukcji grobu trudno wyjaśnić to dość standardowe wyposażenie, typowe dla kogoś zamożnego, ale tylko z klasy średniej. Najbardziej jednak zastanawiające są szczątki dzieci wmurowane w ściany. Troje w chwili śmierci miało 4-6 lat. Jedno było niemowlęciem - dodaje prof. Ciałowicz. Nie wiadomo, czy dzieci zmarły naturalnie w czasie, gdy grobowiec był budowany i w ten sposób je pochowano, czy w jakiś sposób były związane ze zmarłym. Prof. Ciałowicz przypuszcza, że może to być jeden z pierwszych tzw. pochówków towarzyszących. Tłumaczy, że u schyłku okresu predynastycznego i w czasach I dynastii (około 5250-5100 lat temu), zdarzało się, że ze zmarłym wyprawiano w zaświaty innych ludzi - modych, ale dojrzałych.

Imiona nieznanych władców

Zostały „zapisane” w serechach na dwóch potężnych dzbanach. - Są trudne do odczytania, bo wyryto je płytko na wypalonych już naczyniach - opowiada prof. Ciałowicz. Na pewno jednak są to imiona władców panujących na samym początku dynastii 0. To znacznie ponad 5100 lat temu. Na jednym dzbanie widać klasyczną fasadę pałacu, ale bez sokoła. W górnej części jest coś, co może być rybą, skorpionem albo harpunem. Na drugim naczyniu jest serech z sokołem, ale zamiast fasady są dwie maczugi. Trzecia znajduje się na zewnątrz serechu.

Grób, w którym zostały znalezione dzbany z serechami, również należał do zamożnej osoby z klasy średniej. Obok kilkudziesięciu naczyń i paciorków z agatu były w nim dwa miedziane dłuto i przecinak. - Może ich właściciel był rzemieślnikiem, który na zamówienia dworów obu władców, produkował kamienne naczynia i stąd w jego grobie dzbany z serechami - zastanawia się prof. Ciałowicz.

Mur i maczugi

Na komie centralnym archeolodzy dotarli do najstarszych śladów domów sprzed 5600 lat. Przy nich znaleźli duże ilości ceramiki i wiele jam zasobowych. Odkryliśmy też bardzo ciekawy mur - coś jak fortyfikację - sprzed 5400 lat. Pisałam już, że zdaniem dr. Chłodnickiego to najstarsza taka konstrukcja w delcie Nilu. - Nie wiemy tylko, przed czym miała wioskę chronić: przed ludźmi, w co wątpimy, czy może przed wodą? - powiedział. Mur ma 1,2 m grubości. Prawdopodobnie okala całą osadę. Po wewnętrznej stronie jednej z jego ścian archeolodzy odkopali dwie głowice maczug. Dr Chłodnicki: - Większa, bazaltowa, ma 5,5 cm wysokości i 4 cm średnicy. Z pewnością miała charakter ceremonialny, ale może służyła i jako broń, bo jest dosyć poobijana. Natomiast ewenementem jest głowica z kości udowej dużego zwierzęcia. Ma 3,8 cm wysokości i 5,5 cm średnicy. Służyła prawdopodobnie tylko, jako symbol władzy.

To na razie koniec tego bloga.

Nie powstałby, gdyby nie pomoc wielu osób.

Kto mi pomagał?

* Piotr Kołodziejczyk, archeolog z Krakowa. Pewnie ma mnie serdecznie dość, bo to z nim kontaktowałam się przez ostatnie dwa miesiące nawet po kilka razy dziennie.

* Autorzy zdjęć: Robert Słaboński, Mariusz Jucha, Grzegorz Pryc, Artur Buszek, Maciej Czarnowicz, Maciej Jórdeczka, Leszek Szumlas. Dzięki nim blog był do oglądania.

* Dr Renata Abłamowicz, osteolog z Muzeum Śląskiego w Katowicach oraz Katarzyna Juszczyk, dr Joanna Dębowska-Ludwin, i Grzegorz Pryc, archeolodzy z Krakowa. Opowiedzieli mi wiele ciekawych historii o swojej pracy i wykopaliskach.

* Szefowie misji do Farchy (zapewniam, że nie wymieniam ich kurtuazyjnie): prof. Krzysztof Ciałowicz, dyrektor Instytutu Archeologii UJ i dr Marek Chłodnicki z Muzeum Archeologicznego w Poznaniu. W każdej chwili gotowi byli ze mną porozmawiać, odpowiedzieć na pytania i wyjaśnić wątpliwości.

Jeszcze raz wszystkim serdecznie dziękuję

Joanna Grabowska

05:33, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 kwietnia 2009
Pożegnanie z Gazalą

Ale nie tak prędko ;) Zanim to nastąpi proponuję serię klimatycznych zdjęć. Zrobił je Robert Słaboński: pokazał pieczenie chleba, beduinów, mieszkańców Gazali i pola wokół wioski. Na dziesięć miesięcy żegna się z takimi obrazkami ekipa naszych archeologów. Dziś opuściła Gazalę.

Zanim krótko podsumuję te dwa miesiące archeologicznych prac, zapraszam do oglądania zdjęć :)

Beduini w pobliżu Gazali

Beduini w pobliżu Gazali

Beduini w pobliżu Gazali

Podgazalskie pola uprawne

Podgazalskie pola uprawne

Podgazalskie pola uprawne

Przebieranie ziarna

Przebieranie ziarna

Przygotowywanie placków na chleb

Przygotowywanie placków na chleb

Te egipskie chclebki nazywane są beretami. Chyba nie trzeba wyjaśniać, dlaczego:)

Te egipskie chlebki nazywane są beretami. Chyba nie trzeba wyjaśniać, dlaczego:)

Pieczenie chleba

Pieczenie chleba

Suk w Gazali. Przy straganie, z lewej strony stoi Maciej Jórdeczka, specjalista od narzędzi kamiennych, archeolog z Poznania

Suk w Gazali. Przy straganie, z lewej strony stoi Maciej Jórdeczka, specjalista od narzędzi kamiennych, archeolog z Poznania.

Mieszkańcy Gazali

Mieszkańcy Gazali

Gazalskie kobiety. Napis i rysunek na murze głosi, że mieszkańcy tego domu byli już na pielgrzymce w Mekce

Gazalskie kobiety. Napis i rysunek na murze głoszą, że mieszkańcy tego domu byli już na pielgrzymce w Mekce.

Zdjęcia: Robert Słaboński

15:39, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Dlaczego to, co ciekawe, musi być bezgłowe?

Pamiętacie grób nr 100? To ten zalany mułem nilowym przez mieszkańców Farchy w obawie przed rabusiami. Właściwie jest to mastaba. W tej chwili najstarsza w Egipcie - sprzed 5200 lat. Jest starsza o stulecie od tej, którą archeolodzy odkryli i badali na cmentarzysku Farchy w poprzednich sezonach. W tej właśnie mastabie został znaleziony czerpak do wina - gliniany, żłobiony wewnątrz i z czterema figurkami lwów. Niestety lwy są bezgłowe. Brakuje też czwartej figurki. Jak mówił prof. Krzysztof Ciałowicz została zniszczona najprawdopodobniej podczas zalewania grobowca mułem. Od razu przypomniała mi się przy tej okazji bezgłowa figurka hipopotama.
Dziś pokażę wreszcie czerpak. Wygląda zupełnie inaczej niż go sobie wyobrażałam.
Oto on:

Czerpak do wina sprzed 5200 lat

Przyznaję: długo się w niego wpatrywałam, żeby zobaczyć te bezgłowe lwy. I chyba je widzę, ale może to sugestia :)

Zdjęcie: Robert Słaboński

A teraz inne zdjęcia. Wczoraj pisałam o zabytkach wydzielonych wywiezionych do magazynów w Mendes i wielkim pakowaniu. Oto zdjęcia z tych i innych zajęć, które miały miejsce wczoraj i dziś.

Dr Małgorzata Mrozek-Wysocka, geolog, i Maciej Jórdeczka, archeolog, oboje z Poznania

Dr Małgorzata Mrozek-Wysocka, geolog, i Maciej Jórdeczka, specjalista od narzędzi kamiennych, oboje z Poznania. Badają z jakich kamieni zrobione są różne narzędzia, żarna, tłuczki i naczynia. A w tym samym czasie trwają inne prace.

Skrzynie z zabytkami wydzielonymi za chwilę zostaną załadowane na samochód

To jedna z dwóch skrzyń z tzw. zabytkami wydzielonymi. Za chwilę zostanie załadowana na samochód i wywieziona do Mendes.

W załadunku skrzyń na samochód czynnie biorą udział szefowie misji do Farchy: prof. Krzysztof Ciałowicz i dr Marek Chłodnicki

W załadunku skrzyń na samochód czynnie biorą udział szefowie misji do Farchy: prof. Krzysztof Ciałowicz i dr Marek Chłodnicki.

Inspektor Saed Mansur el-Said rozmawia z jednym z gafirów, czyli strażnikiem

A wszystko dzieje się pod bacznym okiem inspektora Saeda Mansur el-Saida, który stoi tu obok jednego z gafirów.

I jeszcze raz ładowanie skrzyni na samochód

I jeszcze raz ładowanie kolejnej skrzyni na samochód. Wszak do Mendes pojechały dwie.

Pakowanie sprzętu w bazie

Duża część archeologicznego i zwykłego - domowego użytku - sprzętu pozostaje w Gazali. Składowana jest w kilku pomieszczeniach. Najgorzej mają ci, którzy muszą nosić rzeczy na najwyższe piętro. Tam jest jeden z magazynów.

Pakowanie

W pakowaniu pomagają miejscowi robotnicy. W wykopach pracy już nie ma, więc przychodzą do bazy.

A tak wygląda jeden z magazynków

Wnętrze jednego z magazynków.

W tym czasie Abdalla, gospodarz domu, rozmawiał sobie z inspektorem

W tym czasie Abdalla, gospodarz domu, rozmawiał sobie z inspektorem.

Dr Małgorzata Mrozek-Wysocka

A tu powrót do wykopaliskowej normalności. Dr Małgorzata Mrozek-Wysocka ogląda coś kamiennego...

Zdjęcia: Grzegorz Pryc

23:22, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 kwietnia 2009
Proza życia i wesele

Dziś po południu w Gazali rozpoczęło się pakowanie. Pracy dużo i to dosyć nudnej, ale myśl o powrocie do domów i rodzin dodaje skrzydeł. W poniedziałek cały sprzęt musi być już zebrany, bo we wtorek nasi archeolodzy wyjeżdżają do Kairu. Stamtąd wrócą do Polski. Pisać więc specjalnie nie ma o czym, choć od razu zapowiadam - na jutro przygotowuję niespodziankę. Oczywiście wykopaliskową.

A dzisiejszy wpis - przyznaję szczerze - ratuje mi ostatni pakiet filmów od Piotra Kołodziejczyka. Zostały mi cztery. Wszystkie są z gazalskiego wesela. W "obrazkach z Gazali" kilka tygodni temu pokazywałam już z niego kilka zdjęć, ale co film to film.

Zapraszam do oglądania. Jak poprzednio potrzebny będzie QuickTime Player lub Real Player.

23:33, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 kwietnia 2009
Skrzynie pełne zabytków

Na zbijaniu skrzyń i pakowaniu do nich odkrytych w tym roku zabytków upłynęło dziś archeologom prawie całe popołudnie. Wcześniej pracowali na wykopie. - Wykonujemy tam ostatnie prace porządkowe - powiedział mi prof. Krzysztof Ciałowicz. - Jutro czeka nas to samo. A po południu zawozimy skrzynie z zabytkami do magazynów.

Zabytków zebrało się w tym roku 98. Zmieściły się w dwóch skrzyniach. Wśród nich są głowice maczug, naczynia kamienne i ceramiczne, kamienne i miedziane narzędzia sprzed tysięcy lat. Smutne to, ale znów na lata zostaną schowane przed ludzkim okiem. Tym razem w Mendes.

Nie mam dziś nowych zdjęć, bo internet w Gazali znowu odmówił posłuszeństwa. Ale to nic. Przechowałam sobie pakiet filmików. Dziś pokażę trzy: przejazd przez główne uliczki Gazali, drogę do Gazali i główną ulicę w Simbillawin, miasteczku, w którym nasi archeolodzy zaopatrywali się w wodę, mleko i inne niezbędne do życia produkty.

Filmy można odtwarzać przy pomocy QuickTime Playera i Real Playera.

Oto pierwszy z nich - droga przez Gazalę:

A tu droga do Gazali. Gdyby nie ciągnące się wzdłuż asfaltówki kanały i palmy tu i ówdzie, rzeczywiście ten teren przypominałby płaskie jak talerz Mazowsze. To porównanie Pani Kasi Juszczyk, która z Gazali wróciła do Polski kilka tygodni temu.

I jeszcze Simbillawin. To spore miasteczko. - Bezkolizyjny przejazd przez nie graniczy z cudem - opowiada Piotr Kołodziejczyk. - Po ulicy bez ładu i składu porusza się wszystko: tuk tuki, osiołki ciągnące wózki, beczkowozy, traktory z przyczepami, samochody wszelkiej maści i oczywiście piesi.

Ja zwróciłam uwagę na coś jeszcze innego: chodzi mi o tego sztukmistrza na rowerze, który na głowie wiezie megatacę wielkości pokaźnych drzwi, wyładowaną pieczywem. Podobnego artystę widziałam w Kairze. Tyle że tamten potrafił jeszcze kluczyć w między samochodami tkwiącymi w gigantycznym korku.

Autorzy filmików: Krzysztof Kowalski, Krzysztof Cichowski, Robert Słaboński

22:51, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 kwietnia 2009
Mgła i... burza pyłowa

Dziś mam coś zupełnie specjalnego - filmy. Postarał się o nie Piotr Kołodziejczyk. Były dla mnie kompletną niespodzianką. Muszę przyznać, że obejrzałam je z przyjemnością. Wszystkie są ciekawe, ale szczególnej uwadze polecam ten ostatni - czwarty. Bo został nakręcony na wykopie.

Do obejrzenia filmów potrzebny jest QuickTime Player lub Real Player.

Trzy pierwsze filmy są o Gazali. Ten poniżej pokazuje wioskę budzącą się do życia. Jeszcze we mgle, która jest tam częstym zjawiskiem, choć to Egipt. Gazala leży jednak w delcie Nilu. Wokół niej jest mnóstwo kanałów nawadniających pola. Stąd ta mgła...

A teraz pierwszy odcinek drogi dojazdowej do bazy naszej ekipy. Zwróćcie uwagę na swego rodzaju graffiti na ścianach niektórych domów (zwłaszcza po prawej stronie obrazu). - Nie jest to zwykłe graffiti, choć może je przypominać. Te obrazki i napisy są na jeden tylko temat. Informują, że rodzina mieszkająca w tym domu, była na pielgrzymce w Mekce - wyjaśnia Piotr Kołodziejczyk. Choć jedna pielgrzymka w życiu do Mekki jest obowiązkiem każdego bogobojnego muzułmanina.

I jeszcze ostatni odcinek drogi do samej bazy.

A na koniec tego wpisu coś specjalnego: burza pyłowa. Akcja rozgrywa się na komie wschodnim - na cmentarzysku. - Pogoda przez kilka godzin może być wspaniała i nagle przychodzi chamsin. Podrywa chmury pyłu, szarpie ubraniami. Drobny piasek wdziera się we wszelkie szczeliny - opowiada Piotr Kołodziejczyk. - Zwykle ten wiatr przeczekuje się gdzieś na wykopie, bo nie można zostawić odkrytych i niezabezpieczonych grobów. Podczas moich dziewięciu pobytów w Farsze tylko dwa razy zdarzyło się, że musieliśmy uciekać do bazy. Raz z powodu ulewnego deszczu, drugi raz właśnie z powodu silnego wiatru.

Czas na film... 

Filmów mam więcej. Bedę dołączać je do kolejnych informacji o tym, co dzieje się w Farsze. Dziś wiele do pisania nie mam - piątek. Mieszkańcy Gazali odpoczywali i nikt na komie wschodnim nie pracował. W bazie jednak sporo ciekawego się działo. Jak tylko dostanę o tym pełną informację - napiszę.

Autorzy filmików: Krzysztof Kowalski, Krzysztof Cichowski, Robert Słaboński

17:52, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 kwietnia 2009
Złote rączki z Farchy i Gazali

No i stało się w Gazali coś bardzo ciekawego. Archeologom udało się ustalić i zebrać zestaw narzędzi potrzebnych do produkcji naczyń kamiennych. - To znaczy, że mieszkańcy Farchy byli bardziej samowystarczalni niż sądziliśmy. Nie tylko sprowadzali naczynia z kamienia, ale też potrafili je produkować - powiedział prof. Krzysztof Ciałowicz. - A to świadczy o istnieniu elity rzemieślniczej w starożytnej Farsze. Ktoś musiał tę elitę utrzymywać, to znaczy zamawiać u niej wyroby i w jakiś sposób płacić za nie. Z naszych wyliczeń wynika, że na "utrzymanie" jednego wyspecjalizowanego rzemieślnika musiało pracować co najmniej dziewięć osób związanych z rolnictwem.

O złotych rzemieślniczych rączkach z Farchy więcej napiszę w najbliższych dniach, bo nie mam zdjęć narzędzi. Dziś dodam tylko, że dwa z nich to tegoroczne znaleziska. Pozostałe były odkryte podczas poprzednich sezonów. - Bada je teraz Maciej Jórdeczka, specjalista od narzędzi kamiennych, archeolog z Poznania - dodaje prof. Ciałowicz.

Swoją złotą rączkę ma też współczesna Gazala. To Abdalla, gospodarz domu, w którym mieści się baza polskiej misji. Jego żoną jest Shadia. Mają syna Mohameda. - To miejscowa elita - opowiada Piotr Kołodziejczyk. - Abdalla zajmuje się majątkiem. Ma sporo maszyn rolniczych, które wynajmuje miejscowym za opłatą. To także człowiek, który zajmuje się wszelkimi naprawami w bazie. Gdy wysiada woda, prąd, albo coś jeszcze innego. Jest tam częstym gościem.

Abdalla, gospodarz domu, w którym mieści się baza naszych archeologów

Abdalla, gospodarz domu, w którym mieści się baza naszych archeologów

Kiedy polscy archeolodzy wyjadą już z Gazali, Abdalla z rodziną sprowadzi się do domu.

Prace na komie wschodnim szybko zmierzają ku końcowi. Dziś był jeden z trzech ostatnich dni pracy na cmentarzysku. Pozostały jeszcze tylko sobota i niedziela. Piątek - wiadomo - wolny od pracy.

21:41, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 kwietnia 2009
Księga skarbów, czyli Wielka Inwentaryzacja

To chyba najnudniejsza część pracy archeologa, a jednocześnie pokazująca, jak dużą satysfację można mieć pod koniec sezonu wykopaliskowego. Takie to już czasy paskudne mamy: wszystko trzeba rozliczać, podliczać - czyli inwentaryzować.

W Gazali rozpoczęło się właśnie wpisywanie do arabskiej księgi inwentaryzacyjnej wszystkich najważniejszych odkrytych zabytków. - To standardowa procedura. Zwykle bierze ją na siebie dr Marek Chłodnicki. I tak samo jest w tym roku - powiedział mi przed chwilą prof. Krzysztof Ciałowicz.

Inwentaryzacji poddawane są zabytki całe, albo zrekonstruowane, oczywiście po oczyszczeniu i konserwacji. Każdy jest dokładnie opisywany (po angielsku i arabsku), fotografowany, nadawany jest mu arabski numer inwentarzowy, pod którym funkcjonuje w księdze. Zdjęcie zabytku wklejane jest oczywiście do księgi. Wszystko dokonuje się w obecności, przy udziale i pod okiem egipskiego inspektora, który cały czas obserwuje też prace wykopaliskowe.

- Na koniec te najważniejsze zabytki pakowane są w skrzynie i zawożone do magazynu w Mendes - mówi Piotr Kołodziejczyk. To blisko Farchy, jakieś 13 km. Każda ekspedycja archeologiczna ma swój magazyn. Ten polskiej ekipy z Farchy jest właśnie tam.

- Zawsze pozostaje też trochę znalezisk najbardziej zniszczonych i może mniej istotnych. Przechowywane są w naszym podręcznym magazynie przy bazie - dodaje Piotr Kołodziejczyk. - Czasami pozostają tam nawet kilka lat, ale zdarza się, że tylko do następnego sezonu. Bo nagle odnajduje się jakieś fragmenty, które nie tylko pozwalają na rekonstrukcję, ale też na ustalenie wagi znaleziska.

Podręczny magazyn jest oczywiście zamknięty na cztery spusty. Za to, by nietknięty pozostał do czasu powrotu ekipy na wykopaliska, odpowiadają miejscowi gafirzy, czyli strażnicy stale mieszkający w Gazali lub w sąsiednich wioskach. Ci sami, którzy pilnują wykopów na komach.

Archeolodzy są już coraz bardziej zmęczeni. Zwłaszcza upałami. - Temperatura znacznie przekracza 40 stopni C i z trudem wytrzymuje się na wykopie - opowiada prof. Ciałowicz. - Dziś wytrwaliśmy do godziny 14, ale z trudem. Dopiero jak mieliśmy schodzić ze stanowiska powiał wiatr.

A teraz historyjka dwuobrazkowa:

Dr Marek Chłodnicki i Saed Mansur el-Said, egipski inspektor podczas inwentaryzacji. Dr Chłodnicki zapisuje arabski numer inwentarzowy na naczyniu ceramicznym

Dr Marek Chłodnicki i Saed Mansur el-Said, egipski inspektor, podczas inwentaryzacji. Na tej podręcznej liście inspektora jest spis części zabytków z wszelkimi ich wymiarami. To taka ściągawka dzięki której szybciej postępują prace inwentarzowe.

Dr Chłodnicki zapisuje arabski numer inwentarzowy na naczyniu ceramicznym

Dr Chłodnicki zapisuje arabski numer inwentarzowy na naczyniu ceramicznym.

Zdjęcia: Grzegorz Pryc

22:51, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 kwietnia 2009
Egipskie pisanki

To było wczoraj, ale zdjęcia dostałam dziś. Egipcjanie uroczyście bawili się podczas swego Święta Wiosny. Pisałam już, że się do niego przygotowują. Wczoraj całymi rodzinami wylegli z domów na pola, spotykali się z rodzinami i znajomymi. Gazala, tak jak cały Egipt, piknikowała.

Nasi archeolodzy niewiele z tego mieli - ciężko pracowali, by zdążyć na dziś z dokumentacją zabytków. Część z nich pojechała do Kairu, by tam wywołać zdjęcia. Ale trochę tego święta łyknęli - dosłownie. Zostali poczęstowani - jak zwykle - ciastem. A to w niezbyt zasobnej Gazali jest luksusem.

Święto Sham el Nessim (dosłownie wąchanie/wdychanie wiatru) ma swoje korzenie w czasach faraonów. Ochodzono je już około 4500 lat temu. Dla współczesnych Egipcjan jest początkiem wiosny. Przypada zawsze w drugi dzień Wielkanocy koptyjskiej. Czyli w tym roku - wczoraj. W starożytnym Egipcie było to święto związane z rytuałami urodzaju. Dziś to bardziej święto radości, choć skorupki po jajkach (nierzadko barwionych w wywarze z łupin cebuli) wyrzucane są - tak na wszelki wypadek - na pola. By zapewnić sobie dobre żniwa.

A oto zdjęcia z gazalskiego Święta Wiosny:

Na pikniki wyprawiano się wozem...

Na pikniki wyprawiano się wozami...

Na pikniki wyprawiano się wozem...

...pieszo

... i pieszo.

... i zawsze z jedzeniem i kocami. Choćby trzeba było je nieść na głowie

Ale zawsze z jedzeniem i kocami. Choćby trzeba było je nieść na głowie.

Jajka musiały być. Czy ten koszyczek nie przypomina trochę naszej święconki?

Jajka musiały być obok łakoci. Czy ten koszyczek nie przypomina trochę naszej święconki?

No i obowiązkowe wianki

No i obowiązkowe wianki...

Dzieci w wiankach

Tylko jak długo można w nich pozować do zdjęcia?

Tylko jak długo można w nich pozować do zdjęcia?

I koniec zabawy

A tu koniec zabawy.

Powrót do domu

Powrót do domu...

... już mniej radosny.

... chyba już mniej radosny.

Zdjęcia: Artur Buszek

22:23, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Z wizytą u Francuzów

Dziś mam więcej zdjęć niż informacji. Internet w Gazali wreszcie zadziałał i dostałam cały ich pakiet. Warto je pokazać, choć dotyczą wydarzenia sprzed trzech dni. Z jednej strony są dowodem na naukową współpracę polsko-francuską, a z drugiej pokazują, co robią w pobliżu stanowiska Tell el-Farcha inne ekipy archeologiczne. Od razu mówię - wykopy wyglądają bardzo podobnie. Ale profile już ciut inaczej.

Ekipa francuska prowadzi wykopaliska na stanowisku Tell el-Iswid. - Odkryła je ekspedycja Uniwersytetu w Amsterdamie podczas badań powierzchniowych w latach 1984-1987 - powiedział mi Piotr Kołodziejczyk. - Tell el-Iswid leży około 130 km na północny-wschód od Kairu, w rejonie miasta Faqus. Nie jest duże - ma powierzchnię 400x250 m i wznosi się ponad poziom otaczających je pól uprawnych na około cztery metry.

Francuska ekipa ma swoją bazę w wiosce Ezbet Mohammed Abu Shanab - to około 400 m od stanowiska. Tell el-Iswid jest - podobnie jak Tell el-Farcha - częściowo zniszczone przez rolników, którzy wkroczyli na nie ze swoimi uprawami.

Przed Francuzami prace sondażowe prowadził tam Edwin Van den Brink. Znaleziska z Tell el-Iswid pozwalają datować starożytną osadę na czasy 5200 - 4900 lat temu (to okres od fazy Nagada IIc do początku II dynastii). Znaleziono w niej także zabytki z okresu panowania Hyksosów (II okres przejściowy), czyli z czasów 1778 - 1534 p.n.e.

Teraz wykopaliskami francuskiej ekspedycji w Tell el-Iswid kieruje Beatrix Midant-Reynes. Mam ją na zdjęciu razem z prof. Krzysztofem Ciałowiczem i dr. Markiem Chodnickim. Oto ono:

Od lewej: dr Marek Chłodnicki, prof. Beatrix Midant-Reynes i prof. Krzysztof Ciałowicz na stanowisku Tell el-Iswid

Od lewej: dr Marek Chłodnicki, prof. Beatrix Midant-Reynes i prof. Krzysztof Ciałowicz na stanowisku Tell el-Iswid

Rozpoczyna się wizyta. Od lewej: dr Marek Chłodnicki, Grzegorz Pryc, Od lewej: dr Marek Chłodnicki, prof. Beatrix Midant-Reynes, prof. Krzysztof Ciałowicz i paleobotanik Lucy Kubiak-Martens

Rozpoczyna się wizyta. Od lewej: dr Marek Chłodnicki, Grzegorz Pryc, prof. Beatrix Midant-Reynes, prof. Krzysztof Ciałowicz i paleobotanik Lucy Kubiak-Martens

Polscy i francuscy archeolodzy w wykopie Tell el-Iswid 

Polscy i francuscy archeolodzy nad wykopem na stanowisku Tell el-Iswid. W wykopie prof. Beatrix Midant-Reynes.

W wykopie Tel el-Iswid Natalie Bouchez i prof. Krzysztof Ciałowicz

W wykopie Tell el-Iswid Natalie Bouchez i prof. Krzysztof Ciałowicz. Spójrzcie na profil upstrzony karteczkami.

W wykopie Tell el-Iswid Natalie Bouchez

W wykopie Tell el-Iswid Natalie Bouchez.

Folia chroni odsłonięty teren przed słońcem i nawiewami pyłu 

Tą folią Francuzi przykrywają odkryte warstwy, żeby osłonić je przed słońcem i nawiewami pyłu. 

Tell el-Iswid. Prof. Ciałowicz, prof. Midant-Reynes i Yan Tristant.

Tell el-Iswid. Prof. Ciałowicz, prof. Midant-Reynes i Yan Tristant.

W pobliżu francuskiego stanowiska zatrzymali się beduini. W oddali widać ich namioty. Na ściernisku pasą się owce, kozy, osły i krowy

W pobliżu francuskiego stanowiska zatrzymali się beduini. W oddali widać ich namioty. Na ściernisku pasą się owce, kozy, osły i krowy.

Zdjęcia: Artur Buszek i Grzegorz Pryc

23:00, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 kwietnia 2009
Pokój to, czy chlewik?

Kiedy dr Renata Abłamowicz, osteolog z Muzeum Śląskiego w Katowicach, rozłożyła w swoim pokoju w Gazali kości wydobyte z grobu nr 86, wielu zastanawiało się: pokój to jeszcze, czy już chlewik. - Bo wszędzie leżały posegregowane kości zwierzęce, głównie świń - śmieje się Pani Renata. Z grobem 86 miała mnóstwo pracy. Znosiła więc szczątki zwierzęce do swego pokoju w bazie, bo wszystkiego na wykopie zbadać się nie dało. - Znalazłam tam kości 36 zwierząt - opowiada. - Z grobem o tak dużej ilości szczątków zwierzęcych dotąd się nie zetknęłam.

Najwięcej było kości ssaków - 1600. Tylko 69 fragmentów ryb i 22 ptaków. Szczątki świń stanowiły 95 proc. kości ssaków. Oprócz nich były szczątki jednej krowy, trzech owiec/kóz, psa i dwóch kotów. - Kości świń nie były kompletne - mówi dr Abłamowicz. - Brakowało tych z szynką. Można więc przypuszczać, że najlepsze części tych zwierząt były przedmiotem handlu. Tell el-Farcha leżała przecież na bardzo ważnym szlaku handlowym. Najwyraźniej eksportowała to mięso na inne tereny. Sama z kolei importowała półtusze bydła - przednie, jak wynika z analizy szczątków. Bardzo możliwe, że w osadzie bydło hodowano tylko dla mleka. Nie hodowano go dla mięsa, bo dużego stada nie byłoby gdzie wypasać. Powszechnie natomiast trzymano świnie. To widać po liczbie ich szczątków, nie tylko w tym grobie, ale we wszystkich miejscach w osadzie.

Dr Abłamowicz dodaje, że kości świń były rozdrobnione, porąbane. - Ich mięso najwyraźniej było zjadane przy grobie podczas swego rodzaju stypy - podejrzewa. W całości natomiast zachowane były szczątki psa i kotów. Nikt ich nie jadł. Nie wiadomo jednak, dlaczego znalazły się w grobie. Ze zwierząt dzikich była jedna kość tura i kły hipopotama. Jeden prawie cały, drugiego fragment ze śladami wstępnej obróbki.

- Spośród tych wszystkich szczątków ważne wydają się być kości osła udomowionego - dodaje dr Abłamowicz. - Z ich analizy wynika, że te zwierzęta wykorzystywane były jako juczne i to od początków istnienia osady. To dodatkowo wpisuje się w obraz Farchy, jako ważnego ośrodka handlu.

W grobie nr 86, ale nie tylko w nim, dr Abłamowicz zaobserwowała jeszcze jedno ciekawe zjawisko. Szczątki świń były układane w sposób celowy koło rąk i nóg zmarłego. - To oznaczałoby, że stypa odbywała się przy otwartym grobie, a resztki jedzenia i kości wkładano podczas uroczystości. Może był to też rodzaj daru dla zmarłego, bo wydaje się, że niektóre kości składano wraz z mięsem.

Prof. Ciałowicz, który kończył w tym roku badanie tego pochówku przyznaje, że jedno i drugie jest prawdopodobne: - Jednak obecność w grobie kłów hipopotama i trochę ceramiki palestyńskiej, może bardziej wskazywać na bogaty dar ofiarny dla kogoś, kto zajmował się handlem.

Poza obfitością kości grób 86 nie przyniósł jednak większych rewelacji jeśli chodzi o dalszą jego zawartość. - Była standardowa, jeśli można to tak określić - dodał prof. Ciałowicz. Grób datuje na czasy panowania Iry Hora. To koniec dynastii O.

Mam do tego materiału zdjęcia. Pokazują większość etapów wydobywania szczątków zwierzęcych z grobu nr 86. Oto one:

Początkowe prace przy grobie 86. Poziom 1

Początkowe prace przy grobie 86. Poziom 1

A tu poziom 2.

A tu poziom 2. Widać już zarysy kości.

A tu poziom 3.

Poziom 3. Widać jakby coś więcej...

Poziom 4

Poziom 4.

No wreszcie konkret (przynamniej dla mnie:)). Poziom 5. z kością tura.

No, wreszcie konkret (przynamniej dla mnie:)). Poziom 5. z kością tura. A niżej trzy zdjęcia z poziomu 6. Tam widać już całkiem dużo.

Poziom 6.

Poziom 6.

Poziom 6.

A niżej kości świni. Nie jestem pewna, czy je rzeczywiście widzę, ale wierzę na słowo specjalistom.

Kości świni

 Zdjęcia: Robert Słaboński

22:33, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 kwietnia 2009
Lwi czerpak do wina i plaga awarii

Pamiętacie tajemniczą glinianą szuflę z grobu nr 100, o której pisałam 14 kwietnia? Archeolodzy dziś ją wydobyli z mułu. I zachwycili się. - Uważamy, że był to czerpak do płynów. Może do wina, bo czymś trzeba było przecież nalewać je do dzbanów - opowiada prof. Krzysztof Ciałowicz. - To niezwykły zabytek. Na jego krawędziach w czterech rogach były figurki lwów. Niestety ich główki się nie zachowały. Tylko zarysy korpusów i łap. Ale łatwo je było rozpoznać po zaznaczonych cechach anatomicznych. W ogóle mamy tylko trzy lwy. Czwarty został najwyraźniej zniszczony przez muł. Ale dla zachowania symetrii - musiał być. Są zresztą po nim niewielkie ślady. Czerpak jest starannie wykonany. W środku ma żłobkowania, jakby rzemieślnik naśladował plecionkarską robotę. Będziemy mieć z nim trochę zabawy. Przez tę noc musimy go oczyścić z resztek mułu i posklejać, żeby zrobić mu zdjęcia do egipskiego inwentarza. To oznacza bardzo dużo pracy. Bo tak samo trzeba się zająć i innymi zabytkami. Zdjęcia zrobimy tu, ale wywoływane będą w Kairze. Jedziemy tam we wtorek, więc czasu mamy naprawdę mało.

Czerpak z Farchy, podobnie jak grób nr 100, datowany jest na początek dynastii 0. Prof. Ciałowicz dodał, że z podobnym glinianym zabytkiem datowanym na te czasy jeszcze nigdy się nie zetknął. - Dlatego jest to tak wyjątkowe znalezisko - podkreśla. - Znane są czerpaki znalezione na stanowisku Tarchan w rejonie Memfis, ale tamte były drewniane.

Poza tym ekipie w Gazali znów dokucza upał. Do tego już w piątek w bazie wysiadł prąd i przez to pojawiły się problemy z wodą. Na szczęście archeolodzy część piątku spędzili w Tell el-Iswit, na stanowisku Francuzów. - Najpierw kopali tam Holendrzy, teraz od trzech lat Francuzi, ale na razie nie dotarli do ciekawych znalezisk. Nasze są póki co są o wiele bardziej interesujące. Tyle że oni dopiero rozpoczęli tegoroczny sezon - opowiada prof. Ciałowicz. - Warto jednak było oderwać się od codzienności i odetchnąć powietrzem w innym miejscu.

Warto dodać, że franscuscy archeolodzy korzystają teraz z doświadczeń Polaków w Farsze. Od kilku dni dwóch członkw ich ekpiy gości w polskiej bazie. - Ma ich na głowie dr Jucha. Rozmawiają oczywiście o ceramice, bo takich znalezisk na tych stanowiskach jest najwięcej - mówi prof. Ciałowicz.

Francuscy archeolodzy przeżywają więc razem z naszymi wszelkie problemy z wodą i prądem. Muszą też znosić ciasnotę. W bazie są teraz 22 osoby. Zagęszczenie jest więc duże i wszyscy depczą sobie po piętach, albo tak jak teraz, wieczorem, ustawiają się w kolejce do wody, bo prąd i woda wreszcie się pojawiły. - Francuzi mają zresztą podobne problemy u siebie - dodaje prof. Ciałowicz. - Nie mieszkają tylko w takim zagęszczeniu jak my, bo jest ich mniej.

Niestety dziś nie mam zdjęć z Gazali (ale fotografię czerpaka tkwiącego jeszcze grobie znajdziecie w zapisie z 14 kwietnia), bo choć w bazie wieczorem był wreszcie prąd, to jednak internet nadal nie działa. Nawet z łącznością komórkową mieliśmy problemy. Albo sieć była zajęta i trudno było się dodzwonić, albo słyszeliśmy z Profesorem tylko co drugie wypowiadane przez nas słowo i niemal wszystko trzeba było po kilka razy powtarzać. Profesor żartował, że to pewnie Egipcjanie tak masowo do siebie dzwonią z życzeniami, bo przecież w poniedziałek mają swoje święto wiosny. - Przygotowania do niego idą w Gazali już pełną parą. Kobiety na suku kupują ryby wędzone, przypominające piklingi. Nawet ładnie pachniały - opowiada. - No i już pieką się ciasta.

Miłośnikom fotografii z wykopalisk chcę jednak coś podpowiedzieć. Dopięłam właśnie kilka zdjęć do notki z 11 kwietnia, tej o policjantach z Gazali. Dostałam je trzy dni temu, ale jakoś do tej pory nie miałam czasu tego zrobić. Warto je jednak zobaczyć.
21:59, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 kwietnia 2009
Figurka bez główki to hipopotam!

Wyjaśniła się zagadka bezgłowej glinianej figurki zwierzątka, znalezionej podczas ubiegłorocznych wykopalisk. Pisałam o niej przedwczoraj. Pani Kasia Juszczyk, która wróciła z Gazali, była mocno zawiedziona, że nie powiodły się w tym sezonie poszukiwania główki utrąconej od tułowia zwierzaka i że nadal nie wie, słoń to, hipopotam czy może nosorożec.

Zagadkę rozwiązała jednak dr Renata Abłamowicz, osteolog z Muzeum Śląskiego w Katowicach: - Jestem pewna, że to hipopotam. Porównałam zaznaczone cechy anatomiczne figurki z dupkami tych zwierząt. To bez wątpienia hipopotam. Mam nawet zdjęcie, które tego dowodzi. Oto ono:

Zestawienie dupek hipopotamich: figurki i żywych zwierząt

Zestawienie dupek hipopotamich: figurki i żywych zwierząt

Pani Renata dodała jeszcze parę innych ciekawych hipopotamich informacji: - W starożytnym Egipcie na hipopotamy organizowano polowania. Jeden upolowany osobnik dostarczał bowiem tyle mięsa, ile pochodziło z czterech-pięciu krów. Polowania były jednak bardzo niebezpieczne. Bo osaczony hipopotam stawał się bardzo groźny. Z przekazów wynika na przykład, że Narmer, uznawany za pierwszego znanego egipskiego faraona, został zabity w trakcie polowania właśnie przez hipopotama. A wracając do Farchy - wydaje się, że tam kły hipopotamie były przedmiotem handlu. Można tak wnioskować, bo kości jest bardzo mało, ale sporo wyrobów z kłów - choćby figurki z depozytu znalezione w 2006 roku. Kły przywożono więc do osady.

Kość hipopotama

I jeszcze kość hipopotama

I kieł - również hipopotami

I kieł - również hipopotami. Wszystkie trzy zabytki: figurka, kość i kieł zostały odnalezione oczywiście w Tell el-Farcha.

Dr Abłamowicz w tym roku nie uczestniczyła w wykopaliskach. Ale w poprzednich latach - tak. Tu jest na zdjęciu. Oczywiście przy pracy:

Dr Renata Abłamowicz

Opowiedziała mi wiele zajmujących historii o zwierzętach, których kości znalazła podczas badań wszystkich trzech komów. Ale zaczniemy od statystyki. - Przez dziesięć lat wydobyliśmy prawie 46 tys. szczątków zwierzęcych - wylicza. - Najwięcej było kręgowców - 99,19 proc. Tylko nieliczne pochodziły od bezkręgowców (ślimaków i małży) - 0,81 proc. W grupie kręgowców najwięcej było ssaków 66,74 proc. Poza tym były ryby - 31,79 proc. i niewielkie ilości kości ptaków, gadów i płazów.

Ponieważ szczątki zwierzęce po kilku tysiącach lat są bardzo zniszczone i rozdrobnione - a wiele z nich jest zaledwie centymetrowej wielkości - nie wszystkie można było określić gatunkowo i anatomicznie. - Ale i tak w grupie ssaków zidentyfikowaliśmy ponad 19 tys. szczątków, co stanowi 62,2 proc. tego materiału - dodaje Pani Renata. - Z tego odsetka najwięcej dotyczy ssaków domowych. Tylko kilka procent pochodzi od ssaków dzikich. Choćby dlatego można powiedzieć, że podstawą gospodarki starożytnej Farchy była hodowla zwierząt. Łowiectwo nie miało większego znaczenia.

Jakie zwierzęta hodowali mieszkańcy Farchy? Przede wszystkim świnie, bydło (zdaniem dr Abłamowicz, głównie dla mleka), owce/kozy (trudno powiedzieć, czego więcej, bo większość ich kości jest bardzo podobna, a te, które je różnią, nie zachowują się), osły, psy i koty. - Szczątki świń znajdowaliśmy na wszystkich komach i we wszystkich fazach archeologicznych - dodaje dr Abłamowicz. Doszukała się też 14 gatunków dzikich ssaków. - Na komie centralnym „dominował” hipopotam, na zachodnim - tur, na wschodnim - różne gatunki antylop, a w grobach na komie wschodnim - jeszcze hipopotam i tur. Były też pojedyncze kości dzikich osłów, żyraf, wydr czy szakali. Ale to znikome ilości w porównaniu ze szczątkami zwierząt udomowionych, wśród których oczywiście najwięcej było kości świń.

Jednym z ciekawszych znalezisk były kości nosorożca białego. Do czasów wykopalisk w Tell el-Farcha jego ślady znajdowane były tylko w Afryce Środkowej i Południowej. - Farcha jest więc najdalej na północ wysuniętą lokalizacją, gdzie to zwierzę mogło egzystować - tłumaczy dr Abamowicz. - Te zwierzęta żyją w środowisku sawannowym. Można więc przypuszczać, że takie właśnie było w pobliżu starożytnej Farchy. Dodatkowo świadczyć o tym mogą znalezione kości żyraf i antylop - również zwierząt sawannowych.

Dr Renata Abłamowicz

Dr Abłamowicz opowiedziała mi też wiele ciekawych rzeczy o kościach zwierząt z grobu 86. To ten, w którym było ich najwięcej, i z którego wydobywane były w ubiegłym i w tym sezonie. Ale o tym napiszę wkrótce, kiedy podsumuję znaleziska z tego ciekawego pochówku.

Zdjęcia: Robert Słaboński

20:55, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 kwietnia 2009
Szkielet, skorupki i elegantki z Gazali

Pierwsze naczynia z grobu nr 100 wreszcie są wydobywane. - Głównie mają kształt cylindryczny, ale jest też trochę dzbanów - mówi prof. Krzysztof Ciałowicz. - Dwa największe już wyjęliśmy. Znaleźliśmy też dwa naczynia kamienne. Nie wiadomo dlaczego do środka jednego z nich zostało wciśnięte jeszcze jedno - gliniane. Niestetety ceramika jest strasznie potrzaskana. To przez ten muł, którym został wypełniony grób, by nie dobrali się do niego rabusie.

Wyraźny jest już także zarys szkieletu zmarłego. Z wydobyciem kości trzeba jednak jeszcze czekać, bo przygniata je kilka naczyń. To oznacza dalsze żmudne dłubanie w twardym jak beton mule. Na dodatek pogoda archeologom nie sprzyja. Wprawdzie nie ma już upałów ale zaczął wiać silny wiatr. To chamsin. Podnosi z ziemi całe chmury pyłu. Trudno pracować w takich warunkach, a i do domu coraz bardziej chce się wracać.

Z niechęcią o wyjeździe archeologów z wioski myślą jednak jej mieszkańcy. Dla nich pieniądze zarobione podczas wykopalisk to znaczący w roku zarobek. Dziś była wypłata. Jak zwykle przed arabską niedzielą. - Minęła bardzo spokojnie, bo zatrudniamy już tylko dziesięciu robotników i piętnaście robotnic - opowiada prof. Ciałowicz. Teraz, kiedy zakończyliśmy tegoroczne prace na komach centralnym i zachodnim, większej ich liczby już nie potrzebujemy.

A skoro ju mowa o egipskich robotnikach, to warto tu odnotować kilka obserwacji poczynionych przez dr Joannę Dębowską-Ludwin, archeologa z Krakowa. - Do pracy na wykop przychodzą bardzo grubo ubrani - opowiada. - Kobiety pod tymi długimi sukniami mają jeszcze kilka warstw odzieży: dresowe spodnie, jakieś koszule i bardzo często sweter. Musi być już bardzo gorąco, żeby zdjęły przynajmniej swetry. Na głowach mają zwykle dwie chusty. Mniejszą pod spodem a większą, sięgającą nawet do pasa - na zewnątrz. Na te dwie chusty często zakładają na wykopie jeszcze trzecią. Najbardziej zniszczoną - żeby się chronić przed pyłem. Pod tymi chustami skrywają długie, często mocno kręcone włosy. Mężczyźni także przychodzą w kilku warstwach ubrań, ale w ich przypadku mniej rzuca się to w oczy.

Pani Joanna wypatrzyła w Gazali salon kosmetyczny. - Stosują tam prawdziwe tortury - orzekła. - Depilują kobietom z twarzy wszystkie zbędne włoski przy pomocy skręconej nitki. Po minach pań, które poddały się temu zabiegowi, widziałam, że to je zwyczajnie boli. Taki zabieg kosztuje trzy funty egipskie. Niedużo, ale ta technika...

Mężczyźni do pracy także przychodzą gładko ogoleni. - Tyle, że ich zakłady fryzjerskie są wyraźnie widoczne na ulicy, a kobiece - nie. Te drugie kryją są gdzieś w zakątkach, bo wszelkie sprawy kobiet są wstydliwe - opowiada dr Dębowska-Ludwin. Dodała, że w gazalskich ”salonach kosmetycznych” można nie tylko zafundować sobie męki, ale także odrobinę i furę luksusu. Odrobina, to kosmetyki, które można w nich kupić. - Takie najtańsze, dostosowane do możliwości finansowych klientek. Zresztą zwykle używają tylko czarnego barwnika w kredce o nazwie kohl do malowania oczu - opowiada Pani Joanna. Megaluksusem są natomiast suknie ślubne. Białe, bogato zdobione na dzień pierwszy i we wszystkich kolorach tęczy, z cekinami i falbanami na dzień następny. - I dziwną rzecz w tych sukniach i zwyczajach zaobserwowałam - mówi dr Dębowska-Ludwin. - Te białe suknie mogą odsłaniać ramiona, być wydekoltowane. A potem kobieta znowu jest spowita tymi chustami.

Jest jeszcze jedna rzecz uważana przez mieszkaców Gazali za bardzo wstydliwą. Każdego dnia przy ich domach powiewają ogromne ilości suszącego się prania. Nie można tam jednak dostrzec bielizny. Okazuje się, że też jest suszona na dworze, tyle że przykrywają ją zawsze ze dwie inne obszerne wyprane płachty. Właciwie taka dyskrecja mi się podoba, bo nie ma koszmarniejszego widoku niż intymne części garderoby suszące się w oknach czy na balkonach bloków nawet w środku dużych polskich miast.

Kobiety na wykopach ubrane są w kilka warstw odzieży

Kobiety na wykopach kryją włosy pod trzema chustami...

malują sobie zwykle tylko oczy

Na co dzień panie malują sobie zwykle tylko oczy

I kobiety i mężczyźni mają na sobie po kilka warstw odzieży

I kobiety, i mężczyźni mają na sobie po kilka warstw odzieży. Mimo upału.

Zdjęcia: Robert Słaboński

22:42, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 kwietnia 2009
Zwierzaczek pozostał bez głowy

- Od dwóch lat nie widziałam polskiej wiosny, a jest taka piękna. Nie mogę się nią nacieszyć - powiedziała mi Pani Katarzyna Juszczyk, archeolog z Krakowa, która wróciła właśnie z wykopalisk w Tell el-Farcha. Na rozmowę naciągnęłam ją, gdy wyszła na spacer z psem.

- Lubię Egipt i Gazalę, która - gdyby nie palmy - otoczona polami z koniczyną przypominałaby mi niemal zwykłą polską wieś - stwierdziła.Pani Kasia pracowała na komie zachodnim - tym na którym są pozostałości centrum administracyjno-kultowego starożytnej Farchy. Była tam już trzeci sezon. Zajmowała się głównie dokumentowaniem i inwentaryzowaniem odkrytych zabytków oraz nadzorem nad gazalskimi robotnikami pracującymi na komie zachodnim. - To wspaniali i bardzo skromni ludzie. Uśmiechnięci, zadowoleni - opowiada. - Bardzo się z nimi zżyłam. Są ubodzy, ale gościnni. Zapraszają nas na herbatki, śniadania. Bardzo przykro było mi rozstawać się nimi. Z drugiej strony jednak cieszę się, że jestem już Polsce.

A tu Pani Kasia w otoczeniu robotników, pracujących na komie zachodnim

Tu Pani Kasia w otoczeniu robotników, pracujących na komie zachodnim

W tym roku Pani Kasia przeżyła podczas wykopalisk dwa rozczarowania. No, może to za mocno powiedziane, ale słowo zawód będzie tu chyba właściwe. - Przede wszystkim kom zachodni był tym razem dosyć ubogi w znaczące znaleziska. Tylko kilkanaście takich prawdziwie ciekawych mogłam wciągnąć do inwentarza. To głównie kamienna głowica dyskoidalna, plakietka kwarcowa, przęślik gliniany trochę liczników, czyli odważników i tajemnicze kulki. Mogły służyć do gry, ale też jako liczniki.

Drugi zawód wiąże się z ubiegłorocznym odkryciem. - Znaleźliśmy wtedy na komie zachodnim glinianą figurkę zwierzęcia, ale bez głowy. Sądząc po korpusie i ogonku mógł to być zarówno hipopotam, jak i nosorożec czy słoń. Miałam nadzieję, że w tym roku znajdę główkę do niej. Nie udało się. Figurka pozostaje bez główki.

Pobyt w Gazali Pani Kasia wspomina różnie. - Ale właściwie nie ma co narzekać - mówi. - To co mnie zaskoczyło, to niezwykłe zimno w tym roku. Najgorsze były wieczory, noce i poranki. Strasznie marzliśmy. Spaliśmy okutani w wiele warstw ubrań. Rano najgorsze było mycie. Woda była tak przeraźliwie zimna, że trzeba było ją podgrzewać - to znaczy wszystkie kobiety ją sobie grzały w garnkach na gazie. Panowie byli dzielniejsi. Wchodzili pod zimny prysznic. Z kolei teraz, kiedy zrobiło się gorąco wszyscy walczą z komarami i takimi maleńkimi muszkami, które lgną do wszelkiego jedzenia i do jasnych ubrań. Obok pcheł, o których już była mowa - to jedyne minusy. Bo Gazala to piękne, spokojne i ciche miejsce. Bardzo ją lubię w przeciwieństwie do hałaśliwego i zatłoczonego Kairu, w którym trudno się odnaleźć.

A tu Pani Kasia przy pracy:

Panie Katarzyna Juszczyk i Magdalena Sobas, ceramolog

Panie Katarzyna Juszczyk i Magdalena Sobas, ceramolog

Pani Kasia z Karoliną Rosińską-Sochaj

Panie Katarzyna Juszczyk i Karolina Rosińska-Stochaj, studentka z Krakowa

Zdjęcia: Grzegorz Pryc

23:19, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 kwietnia 2009
Newsy z grobów liczących ponad 5 tysięcy lat

Dziwna ceramiczna szufelka, 35 naczyń glinianych i sześć kamiennych. Brzmi to jak inwentaryzacja i właściwie nią jest. Takie wyposażenie znaleźli do tej pory archeolodzy w grobie nr 100 na komie wschodnim. Cmentarzysko to już ostatnie miejsce badań terenowych w Tell el-Farcha w tym sezonie. Komy zachodni i centralny czekają ze swoimi tajemnicami do następnego marca. Teraz nasi naukowcy spieszą się z eksploracją grobów. Muszą dokończyć te odkryte do 28 kwietnia. Wtedy żegnają się z Gazalą do przyszłego roku.

- Dziwna szufelka, która znleźliśmy, zaskoczyła nas - opowiada prof. Krzysztof Ciałowicz. - Jest ceramiczna, żeberkowana w środku i prawdopodobnie z guzkami na krawędzi. Dokładnie będzie ją można opisać po wyjęciu z tego stwardniałego mułu. Podejrzewamy, że może to być rodzaj czerpaka, ale w tej chwili częściowo jest pod dzbanem, więc trudno to określić.

Zbliżenie na ceramiczną szuflę

Zbliżenie na ceramiczną „szuflę”

Poza tym w grobie nr 100 widać już ślady ochry i matę. To znak, że pod nimi powinny być szczątki zmarłego. A tu mam zdjęcie nisz wokół grobu. To te jakby pofalowane zewnętrzne krawędzie. Nisze były znane w mastabach wysokich dostojników w czasach I dynastii. A to jest grób z okresu predynastycznego. Jak widać już wtedy rodziła się tradycja budowy grobowców z niszami.

Nisze wokół trzech boków grobu nr 100

Nisze wokół trzech boków grobu nr 100 

Ciekawe znaleziska zostały wydobyte również z grobów 98 i 99. To dwie kamienne misy. - Wykonane są z diabazu - mówi Grzegorz Pryc, archeolog z Krakowa. - To surowiec często spotykany w tego typu formach w grobach i w osadzie Tell el-Farcha. Równie popularny był trawertyn, czyli alabaster.

Pan Grzegorz dodaje, że diabaz pochodził z wychodni w rejonie Asuanu. To daleko. Podejrzewa, że sprowadzano więc nie surowiec, tylko gotowe misy produkowane przez podasuańskich rzemieślników. Większość diabazowych naczyń to misy, ale zdarzają się też naczynia cylindryczne.

A teraz zdjęcia mis:

Misa z grobu nr 98

Misa z grobu nr 98

Misa z grobu 99

Dwie misy z grobu 99 (druga jest niżej)

Misa z grobu 99

Misy datowane są na czasy dynastii 0. To lata 3200-3100 p.n.e.

Zdjęcia: Robert Słaboński  / Polecam też fotkę ze świątecznego śniadania. Właśnie ją dołączyłam (jest w notce z 12 kwietnia).

21:48, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
W lany poniedziałek o staroegipskim piwie

Jakieś dwa tygodnie temu obiecałam, że więcej o nim napiszę. Dziś jest dobra po temu okazja. Archeolodzy cierpliwie wydłubują z grobu nr 100 ceramikę i naczynia kamienne. Nic nowego na razie się nie dzieje, więc opowieść o starożytnym złotym trunku jak najbardziej będzie tu na miejscu. Zwłaszcza, że Egipcjanie sprzed ponad 5300 lat nie pili go dla jego alkoholowych właściwości. Ich piwo można by nazwać właściwie bezalkoholowym, bo zawartość procentów była w nim naprawdę niewielka - sięgała 2 proc. To zresztą tłumaczy, dlaczego obok chleba piwo było podstawowym składnikiem menu, zarówno zwykłych ludzi, jak i elit. Było też ważnym składnikiem wyposażenia grobów.

Na stanowisku Tell el-Farcha polscy naukowcy znaleźli podczas poprzednich sezonów wykopaliskowych w sumie sześć starożytnych browarów. Zdaniem prof. Krzysztofa Ciałowicza jest to najstarsze odkryte centrum browarnicze na świecie, datowane na lata 3500-3350 p.n.e. Wprawdzie w Górnym Egipcie, w Hierankopolis, są pozostałości browaru starszego o ok. 100 lat, ale skala produkcji piwa w nim była o wiele mniejsza niż w Tell el-Farcha. Poza tym bardzo zaawansowana konstrukcja browarów z Farchy jest dowodem na to, że produkcja piwa w Dolnym Egipcie była znana długo przed wybudowaniem browarów w Farsze.

Browary z Farchy były kilkakrotnie zalewane przez wody Nilu. I stale odbudowywane w tym samym miejscu - na komie zachodnim. "Składały się z kilku zbliżonych do okręgu gniazd otoczonych cegłami - napisał w Alma Mater prof Ciałowicz. - Niektóre z tych cegieł były ukośnie wbite w ziemię i podtrzymywały grubościenne kadzie o szerokich wylewach i wąskich dnach. (...) W czasie jednego procesu fermentacji można było otrzymać, sądząc z ilości kadzi i ich pojemności, kilkaset litrów piwa."

Ponieważ piwo kipiało, a raz nawet się spaliło, naukowcy znaleźli jego zmineralizowane grudki. Zbadali je Lucy Kubiak-Martens z holenderskiej firmy BIAX oraz Jerzy J. Langer z Uniwersytetu im Adama Mickiewicza w Poznaniu. Z ich wspólnej publikacji wyczytałam, że starożytni mieszkańcy Farchy stosowali do produkcji piwa pszenicę i jęczmień. Podstawowym składnikiem była pszenica. Rozgotowywano ją w wysokiej temperaturze. Potem dodawano do niej surowy ale zmielony jęczmień. To wskazuje na dwufazowy proces produkcji trunku, w którym oba zboża przygotowywane były w odmienny sposób a następnie mieszane. Fermentacja trwała około dwa tygodnie. Piwo miało najprawdopodobniej cierpki smak, który "łamano" słodem.

A teraz czas na obrazki. Zastanawiałam się w jakiej kolejności pokazać browary i urządzenia w nich. Doszłam do wniosku, że zacznę od detali. Dzięki temu powinno być łatwiej zlokalizować je na zdjęciach centrum browarniczego i wyobrazić sobie, jak to wszystko wyglądało.

Cegły stosowane do budowy browarów. Robiono je z nilowego mułu

Cegły stosowane do budowy browarów. Robiono je z nilowego mułu.

Jedna z zachowanych kadzi umieszczona w ceglanym gnieździe. Wewnątrz kadzi umieszczona jest mniejsza misa

Jedna z zachowanych kadzi umieszczona w ceglanym gnieździe. Wewnątrz kadzi umieszczona jest mniejsza misa (kadź i misę widać na dole zdjęcia).

Tu zbliżenie na kadź i misę

Tu zbliżenie na kadź i misę.

Ponieważ warzelnikom piwo wykipiało, polscy naukowcy znaleźli jego zmineralizowane resztki. Dzięki temu udało się ustalić recepturę piwa.

Ponieważ warzelnikom piwo wykipiało, polscy naukowcy znaleźli jego zmineralizowane resztki. Dzięki temu udało się ustalić recepturę piwa. W zmineralizowanej bryle widać znaczną domieszkę pociętej sieczki zbożowej.

Ceglany mur wokół gniazd na kadzie

Ceglany mur wokół gniazd na kadzie.

Młodszy browar

Młodszy browar.

A tu całe centrum browarnicze. Kiedy pierwszy raz spojrzałam na to zdjęcie, pomyślałam, że tylko archeolog może się na nim czegoś doszukać. Nadal tak uważam, choć dostałam dodatkowe instrukcje jak je

A tu całe centrum browarnicze. Kiedy pierwszy raz spojrzałam na to zdjęcie, pomyślałam, że tylko archeolog może się na nim czegoś doszukać. Nadal tak uważam, choć dostałam dodatkowe instrukcje jak je "czytać". Od lewej na górze widać wianuszek sterczących ukośnie cegieł, które podtrzymywały kadź. Jego zbliżenie pokazałam wcześniej. Niżej i bardziej po prawej pozostałości kadzi wewnątrz której jest misa. Powodzenia w poszkiwaniach :).

Zdjęcia: Robert Słaboński 

20:33, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 kwietnia 2009
Co to za święta - bez rodziny, przyjaciół?

Nudno - tak skwitował pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych w Gazali prof. Krzysztof Ciałowicz. Przed kilkunastoma minutami rozmawialiśmy przez telefon. - Mieliśmy świąteczne śniadanie, takie prawdziwe, jak w Polsce, ale... bez święconki, bo tu nie ma żadnego kościoła katolickiego. Poza tym nawet gdyby był, to w Egipcie katolicy obchodzą Wielkanoc wspólnie z Koptami. Na szczęście działał internet więc wszyscy mogli skontaktować się z rodzinami. A tak to snuliśmy się po bazie. Niektórzy oglądali jakieś filmy, które przywieźliśmy z Polski. Ja nie. Zabierałem się do tego ze trzy razy i rezygnowałem. Zresztą, w kraju też za taką rozrywką nie przepadam. Zwykle oglądam jakieś wiadomości, "Szkło kontaktowe". A tu tego nie ma.

A oto zdjęcie ze świątecznego śniadania. Trochę smutne.

Niedzielne śniadanie wielkanocne

Prof. Ciałowicz dodał, że w poniedziałek - mimo święta - ekipa wyruszy jednak na kom wschodni: - Mamy dużo pracy przy grobie nr 100. Przynajmniej będzie można zająć się czyś konkretnym.

Grób nr 100 to ten zalany mułem z masą naczyń ceramicznych i wieloma kamiennymi. Muł miał zabezpieczyć zawartość grobu przed rabunkiem. Okazał się bardzo skuteczny. Z jego powodu jednak także prace badawcze posuwają się bardzo powoli. Archeolodzy dotarli już do poziomu szóstego (widać to na zdjęciu niżej). - Widać już miejscami szczątki zmarłego. Ale żeby je wydobyć, trzeba najpierw wyjąć naczynia - mówi profesor. - Niestety, wiele jest potłuczonych. Ten grób jest dla nas teraz najważniejszy. Musimy go w całości odsłonić do końca tego tygodnia - oczywiście arabskiego, czyli do czwartku.

Archeologom dokucza też pogoda. Poranki są zimne, potem robi się gorąco, nagle znów zimno. Łatwo o przeziębienie. I jeszcze atakują ich tabuny muszek. Nic przyjemnego...

Archeolodzy dotarli już do poziomu szóstego w grobie nr 100. W poniedziałek będą kontynuować prace

Archeolodzy dotarli już do poziomu szóstego w grobie nr 100. W poniedziałek będą kontynuować prac.

Zdjęcia: Robert Słaboński

22:28, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 kwietnia 2009
Wielkanoc i nadchodzące egipskie Święto Wiosny

W polskiej bazie archeologicznej w Gazali rozpoczyna się Wielkanoc. Tymczasem mieszkańcy wioski szykują się do swojego Święta Wiosny. - Poznajemy to po tym, że w okolicy i na komach pojawia się coraz więcej osób poszukujących roślin na wianki. Noszą je później na głowach wszyscy: kobiety, dzieci, mężczyźni - opowiada prof. Krzysztof Ciałowicz. - To jest święto arabskie, ale łączy się z Wielkanocą koptyjską. Wypada w drugi dzień koptyjskiego święta. Wtedy całe arabskie rodziny wychodzą na pola i łąki. Spotykają się na czymś w rodzaju pikników i bawią się. Jedzą wtedy między innymi jajka. Ich skorupki rozrzucają potem po polach, żeby zapewnić sobie urodzaj. Poza tym pieką ciasta, co jest rzadkością na wsi. Widać, że to dla nich bardzo radosne święto i najwyraźniej połączone z objadaniem się. Jest naprawdę sympatycznie, zwłaszcza gdy śpiewają sobie na wykopie.

Niestety nie mam zdjęcia z tego święta, ale możliwe, że je dostanę. Od razu je wtedy pokażę.

W Wielką Sobotę oczywiście nie było żadnych prac na komach. Nie będzie ich też w niedzielę, ani w poniedziałek. To wyjątkowe dni. Prawie cała ekipa została w bazie i będzie świętować we własnym gronie. - W poprzednich latach jeśdziliśmy na święta do naszej stacji w Kairze - mówił mi dr Marek Chłodnicki. - Ale tym razem nie ma tam miejsca dla tylu osób. Ja sam wyjadę jednak wyjątkowo z Gazali, bo do Egiptu przyjeżdża moja rodzina. Tych kilka dni spędzimy więc razem.

A teraz zupełnie inna nieświąteczna rzeczywistość. Dostałam dziś zdjęcia policjantów, którzy czuwają nad bezpieczeństwem polskiej ekipy w Gazali. Przy okazji wyjaśniła się dziwna konstrukcja, którą widać na wczorajszym "świątecznym" zdjęciu. Po prawej stronie grupy archeologów widać coś w rodzaju plandeki pozszywanej z kawałków starego materiału, pokrywającej jakieś skrzynie. Okazuje się jednak, że to rodzaj namiotu. Mają w nim swój tymczasowy posterunek policjanci, którzy opiekują się polską ekipą. Są wszędzie tam, gdzie chodzą i jadą nasi naukowcy. - Na komach - podczas prac wykopaliskowych i podczas wypadów po zakupy do pobliskich miejscowości, a także podczas wycieczek i wyjazdów do Kairu. Kontrolują też wszystkich, którzy kręcą się koło bazy - powiedział mi Piotr Kołodziejczyk.

A oto zdjęcia:

Policjanci z gazalskiego tymczasowego posterunku, strzegący bezpieczeństwa polskich archeologów

Policjanci z gazalskiego tymczasowego posterunku strzegący bezpieczeństwa polskich archeologów

Taka ekipa i tym wozem policyjnym wyjeżdża w ślad za archeologami na zakupy, wycieczki, do Kairu.

Taka ekipa i tym wozem policyjnym wyjeżdża w ślad za archeologami na zakupy, wycieczki i do Kairu.

A tu wnętrze tymczasowgo posterunku policyjnego. Funkcjonariusze skracają sobie czas grą w domino.

A tu wnętrze tymczasowgo posterunku policyjnego. Funkcjonariusze skracają sobie czas grą w domino.

Policjanci z Gazali

Strażnik

Policjanci i mieszkanka Gazali

Budowa policyjnego posterunku

Budowa policyjnego posterunku

Na posterunku

Na posterunku

Zdjęcia: Grzegorz Pryc i Robert Słaboński

22:36, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 kwietnia 2009
Archeolodzy z Tell el-Farcha ślą życzenia

Świąteczne oczywiście. :) I mam na to dowód w postaci "świątecznego" zdjęcia. Prawie cała ekipa sfotografowała się dziś po południu przed bazą. Zdjęcie od razu przysłał mi prof. Krzysztof Ciałowicz. Widzicie kartkę z napisem? To życzenia dla wszystkich, którzy czytają tego bloga :).

Świąteczne życzenia od polskich archeologów w Tell El-Farcha

Świąteczne życzenia od polskich archeologów z Tell El-Farcha

A dziś w gazalskiej bazie archeologów panował niemal taki sam nastrój jak w Polsce. Choć Egipcjanie świętują akurat swoją niedzielę, Polacy pracują - przygotowują się do Świąt. - Nie wszyscy wprawdzie, bo osiem osób pojechało na wycieczkę do Tanis, ale to jest trochę edukacyjna wyprawa - opowiadał mi około południa prof. Ciałowicz. - Tanis to jedna ze stolic dawnego Egiptu. Są w niej grobowce władców z XXI i XXII dynastii i ruiny świątyni. Każdy kto przyjeżdża tu pierwszy raz, jedzie je obejrzeć. W samej Farsze próbujemy zorganizować coś specjalnego na świąteczny stół. Będziemy nawet spełniać fanaberie. Na przykład zrobimy sobie "ruskie". Jest tu niezły ser. Wprawdzie lekko słony, ale wystarczy nie solić farszu. Ziemniaki i cebula to też nie problem. Zagnieciemy ciasto i będziemy lepić pierogi. Oczywiście nie jest to danie świąteczne, ale bardzo nam brakuje takiego prawdziwie domowego jedzenia, a dotąd nie znaleźliśmy czasu, żeby je sobie zrobić.

Co będzie na świątecznym stole? Niemal wszystko co trzeba: jajka, wędliny, śledzie też (przywieźli je z Polski zmiennicy ekipy wracającej do kraju), chrzan i... czerwony barszcz. W Egipcie nie ma szans na zdobycie zakwasu do żuru czy białego barszczu, ale są buraki. - Zrobimy więc sobie barszcz, tyle że czerwony - śmiał się prof. Ciałowicz. Dodał, że kilka dni temu wydał oficjalny zakaz spożywania jajek. - Żeby lepiej smakowały te świąteczne - tłumaczył. - Bo, niestety, jajka to podstawa naszego jadłospisu i trochę się nam już przejadły.

Jaj pójdzie prawie kopa, bo w bazie jest 15 osób. Ale co to jest - cztery jajka na osobę i to na dwa świąteczne dni. :)

Jutro też będzie relacja z Farchy. I przez całe Święta, bo jest co opowiadać.

I jeszcze jedno: "Wesołych Świąt" ekipo w Farsze!

19:54, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 kwietnia 2009
Co ma kowadło i wiosło do skorup?

Wczoraj dr Marek Chłodnicki powiedział mi, że wydatowanie trzech faz kultury dolnoegipskiej możliwe było dzięki ceramice, którą archeolodzy znaleźli w poszczególnych warstwach archeologicznych. Choć wiedziałam, że to bardzo ciekawe zdanie i wymagające rozwinięcia, nie uczyniłam tego. Za mało o ceramice z tego okresu wiedziałam. Dziś poczytałam, popytałam i od razu piszę...

Jak mi powiedział Piotr Kołodziejczyk, podstawowym materiałem do produkcji ceramiki w czasach i na terenach kultury dolnoegipskiej był silt nilowy. To taka bardziej gruboziarnista glina, bogata w krzem, mikę, elementy organiczne i żelazo. W stanie surowym jest szara, ciemnoszara lub prawie czarna. Po wypaleniu naczynie z niego było czerwone lub brązowe, nawet czarnobrązowe. Im większy był dostęp tlenu podczas wypalania tym bardziej naczynie „wpadało w brąz”.

Jak wyglądała produkcja? Piotr Kołodziejczyk: - W uproszczeniu przebiegała w następujący sposób: * wydobyty i przywieziony w pobliże warsztatu garncarskiego materiał oczyszczano - np. z okruchów i odłamków skalnych. * Potem go uplastyczniano. Glinę składano do specjalnych wypełnionych wodą dołów, w których wielokrotnie ją ugniatano - prawdopodobnie stopami. Możliwe, że oczyszczanie i uplastycznianie było procesem jednoczesnym. * Na tym etapie do gliny dodawano również  materiały „odchudzające” za tłustą glinę i utwardzające naczynie podczas wypalania. Służyły do tego piasek, tłuczone skały, siekana trawa, słoma lub... zwierzęce odchody. Obecność domieszek widać nierzadko na powierzchni naczyń np. w postaci pustych przestrzeni po wypalonych częściach roślin. Częściej jednak wykazują je specjalistyczne analizy laboratoryjne. * Potem glina formowana była na naczynia. W czasach kultury dolnoegipskiej koło garncarskie nie było jeszcze znane. Lepienie garnków było więc ręczne - zwłaszcza naczyń małych. Do dużych potrzebna już była pomoc „narzędzi”. Naczynia mogły być więc obracane na macie lub w koszu, albo przy pomocy „kowadła” i „wiosła”. Najpierw do wstępnie uformowanego naczynia wkładano kamienny lub ceramiczny przedmiot (kowadło) potem zewnętrzne ścianki naczynia ugniatano drewnianym „wiosłem”. Była jeszcze metoda „wałeczkowa”: naczynie tworzono z wielu sklejanych ze sobą warstw wałeczków gliny, które następnie były rozcierane na gładką powierzchnię. * Uformowane naczynie było potem suszone. Chodziło o odparowanie wody. Dzięki temu podczas wypalania garnek nie pękał. * Po wysuszeniu naczynia następowało wypalanie - najtrudniejsze i wymagające od garncarza sporej wiedzy i doświadczenia. Ponieważ piece garncarskie stosowano dopiero w czasach Starego Państwa, wypał odbywał się w różnego typu paleniskach. Sposób najprostszy: garnek wkładano do ogniska rozpalonego na płaskiej powierzchni. Obkładano go dużą ilością drewna albo węgla drzewnego. Inna metoda wymagała większego trudu: naczynie umieszczane było w dole lub jamie wypełnionej paliwem. Obie metody były zawodne, ale i tak pozwalały osiągać temperaturę 900 stopni Celsjusza. * Na koniec niektóre naczynia polerowano. Dzięki polerowaniu nadawały się do przechowywania płynów.

W książce prof. Krzysztofa Ciałowicza „Początki cywilizacji egipskiej” wyczytałam jeszcze, że naczynia kultury dolnoegipskiej zwykle były jajowate lub kuliste i miały płaskie dno. Zdobienia stosowano rzadko i najczęściej otrzymywano je metodą odciskania. Zdarzała się dekoracja w postaci nakłuć rozsianych po całej powierzchni lub linii prostych czy zygzaków. Innego rodzaju zdobieniem były odciskane wzory V-podobne, ułożone pionowo lub poziomo. Możliwe, że wykonywano je czymś w rodzaju stempla.

I jeszcze ostatnie - istotne w tym momencie - dopowiedzenie. Kultura dolnoegipska rozwijała się w Delcie Nilu i Dolnym Egipcie aż po oazę Fajum w latach 3800-3300 p.n.e. To znaczy - w czasach poprzedzających powstanie jednolitego państwa faraońskiego. Jej istnienie potwierdzają nie tylko wykopaliska na stanowisku w Tell el-Farcha, ale też w: Maadi, Buto, Heliopolis, Tell Ibrahim Awad, Tell es Iswid, Giza, Tura i Ezbet el-Qardahi.

A tu zdjęcia - oczywiście skorupkowe:

Naczynie znalezione na komie centralnym z charakterystycznym dolnoegipskim zygzakiem

Naczynie znalezione na komie centralnym z charakterystycznym ”dolnoegipskim” zygzakiem

To naczynie również znaleziono na komie centralnym. Nie ma zdobień

To naczynie również znaleziono na komie centralnym. Nie ma zdobień.

Polerowana misa

Polerowana misa

Zdjęcia: Robert Słaboński

 

23:17, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 kwietnia 2009
Walka z wodą pod okiem sowy

Ostatni dzień pracy na komie centralnym upłynął archeologom pod znakiem walki z wodą, wypełniającą dno wykopu. - Kilka naczyń z czasów kultury dolnoegipskiej, czyli sprzed około 5600 lat musieliśmy wydobywać już ze szlamu - opowiada dr Marek Chłodnicki. Pracom pilnie przypatrywała się sowa. W profilu, czyli w ścianie wykopu, wypatrzyła sobie trzy dziury pozostawione przez lisy. Najwyraźniej chciała przysposobić je na gniazda. W zależności od położenia słońca, przenosiła się z jednej do drugiej w poszukiwaniu cienia. Naukowcy chyba jej trochę przeszkadzali.

A oto sówka. Przed chwilą (9 kwietnia, godz. 11.22) ją dostałam i od razu uzupełniam, bo śliczna :)

A oto sówka. Przed chwilą (9 kwietnia, godz. 11.22) ją dostałam i od razu uzupełniam, bo śliczna :)

Dr Chłodnicki: - Zakończenie badań w terenie, nie oznacza zamknięcia prac nad wydobytymi zabytkami. Do końca miesiąca będziemy teraz pracować nad wydobytym materiałem, Będą to jakby wtórne wykopaliska, bo dopiero po dokładnym oczyszczeniu, umyciu, zbadaniu i opracowaniu wszystkich znalezisk, będziemy wiedzieli, czym dysponujemy. A mamy stamtąd tysiące kawałków ceramiki.

Na komie centralnym naukowcy badali w ciągu ostatniego miesiąca głównie warstwę z czasów kultury dolnoegipskiej - najstarszej w Tell el-Farcha. Wyodrębnili trzy jej fazy. - Pierwszą datujemy na lata 3600-3500 p.n.e. - mówi dr Chłodnicki. - Założono wówczas osadę na rozległej wydmie. Z tamtych czasów mamy sporo jam zasobowych. Druga faza to lata 3500-3400 p.n.e. Bardziej rozwinięta. Z tego okresu mamy między innymi dwa rowki po palisadzie zewnętrznej okalającej chaty. Trzeci etap, datowany na lata 3400-3300 p.n.e., zaznaczył się już grubymi murami wokół osady. Znaleziona ceramika bardzo wyraźnie pozwala nam wydatować te fazy.

A teraz zdjęcia. Oto jak wygląda praca z ceramiką wydobytą z komu centralnego i wschodniego:Bartosz Adamski, student z Krakowa rysuje naczynie

Bartosz Adamski, student z Krakowa rysuje naczynie

Na balkonie w bazie. Dr Mariusz Jucha z Krakowa składa naczynia. Tu akurat kawałki są duże więc łatwo je dopasować, ale sklejanie jest trudniejsze. Zwłaszcza w przypadku dużych naczyń

Na balkonie w bazie. Dr Mariusz Jucha z Krakowa składa naczynia. Tu akurat kawałki są duże więc łatwo je dopasować, ale sklejanie jest trudniejsze. Zwłaszcza w przypadku dużych naczyń.

A tu Grzegorz Pryc, archeolog z Krakowa skleja naczynie kamienne. Jest to trudniejsze niż w przypadku naczyń ceramicznych, bo potrzeba znacznie więcej czasu, by klej związał kamienne kawałki

A tu Grzegorz Pryc, archeolog z Krakowa skleja naczynie kamienne. Jest to trudniejsze niż w przypadku naczyń ceramicznych, bo potrzeba znacznie więcej czasu, by klej związał kamienne kawałki.

Sklejone naczynie ceramiczne

Sklejone naczynie ceramiczne.

Pole do popisu dla fotografa. Robert Słaboński przygotowuje naczynie do sesji zdjęciowej. Asystuje mu Magdalena Sobas, archeolog z Krakowa

Pole do popisu dla fotografa. Robert Słaboński przygotowuje naczynie do sesji zdjęciowej. Asystuje mu Magdalena Sobas, archeolog z Krakowa.

Zdjęcia: Marcin Czarnowicz i Artur Buszek 

22:46, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 kwietnia 2009
Oporny i bogaty grób nr 100

Wracamy na chwilę na kom wschodni. Dużo tu się dzieje, choć wiatr bardzo ostatnio przeszkadzał wszystkim w pracach. Archeolodzy skupili się na badaniu dwóch grobów: nr 100 i 104. Już o nich wcześniej wspominałam.

Piotr Kołodziejczyk: - w grobie 104 pojawiło się pojawiło się ponad 20 naczyń ceramicznych i trzy kamienne. Natomiast z dnia na dzień coraz więcej niespodzianek dostarcza grób nr 100. Jego mury mają bardzo ciekawe nisze. A wnętrze grobu wypełnia twardy, zbity muł nilowy.

W tym mule - jak w zaschniętym betonie - tkwi bardzo duża liczba naczyń. Archeolodzy dotarli już do sześciu kamiennych i kilkunastu cylindrycznych naczyń ceramicznych. Prawdopodobnie wokół tego mułu z zatopionymi w nim naczyniami poustawiane są jeszcze duże dzbany. Wydobycie całego wyposażenia tego grobu zajmie archeologom jeszcze wiele dni. Zwłaszcza że wszystko trzeba ostrożnie wydłubywać ze stwardniałego mułu.

A ponieważ internet w Gazali znowu padł nie mam najświeższych zdjęć obu grobów. Mam jednak taki widoczek komu wschodniego w blaskach zachodzącego słońca.

Zachód słońca nad komem wschodnim

Zachód słońca nad komem wschodnim

Zdjęcie: Marcin Czarnowicz

19:29, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
Kom zachodni nadal skrywa tajemnice
Jednego dnia upał niemiłosierny, następnego paskudny wiatr podrywający z ziemi tumany kurzu. Warunki pracy na stanowisku w Tell el-Farcha są coraz trudniejsze. A do końca ekspedycji zostały jeszcze trzy tygodnie.
Naukowcy schodzą z dwóch komów - centralnego i zachodniego. Wczoraj zakończyli na nich prace. Dziś podsumowanie tych, które prowadzone były na komie zachodnim - zwłaszcza w warstwie sprzed 3250-3100 p.n.e.
„Można stwierdzić, że to, co najciekawsze w tym sezonie, działo się bezpośrednio pod pomieszczeniami związanymi z depozytem” – napisał mi prof. Krzysztof Ciałowicz. „Znaleźliśmy tam trzy duże naczynia zasobowe, a w ich okolicy całą serię mniejszych - różnych kształtów.” Profesor z żalem stwierdza, że zabytków było niewiele. Ale pociesza go fakt, że wśród tych odkrytych jest kilka znaczących. „To po pierwsze imitacja palestyńskiego naczynia, którą już pokazywaliśmy, trochę naczyń miniaturowych, mogących mieć związek z jakimś kultem, m.in. miniatura dużego dzbana i wreszcie dyskoidalna głowica maczugi - niezbyt starannie wykonana z wapienia. Zniszczona jak większość rzeczy produkowanych z tego materiału”. Zdaniem profesora zarówno przedmioty, jak i miejsce pełniły wyłącznie funkcję kultową. Możliwe, że powiązaną z wczesnym kultem władcy.
W innym miejscu komu zachodniego badana była warstwa z czasów schyłku I i II dynastii
.„Wygląda na to, że w tym czasie przynajmniej na komie zachodnim osadnictwo znacznie się skurczyło w porównaniu do wcześniejszego i późniejszego okresu.” - dodaje prof. Ciałowicz. Zauważa, że mury zachowane dziś do wysokości 1 m i szerokie też na około metr otaczają już tylko szczyt tellu. „W ich obrębie rysuje się niewielka liczba małych pomieszczeń z cegły mułowej, w większości pustych, z niewielką ilością fragmentów ceramiki i paroma całymi, niewielkimi naczyniami. Na południe i na południowy-wschód od tych pomieszczeń mamy do czynienia z pustą przestrzenią. Jest to o tyle zaskakujące, że w okresie późniejszym na tym terenie (wiemy to z badań przeprowadzonych w poprzednich latach w wykopie obok) było sporo śladów po murach różnych pomieszczeń. Mamy nadzieję, że w warstwach niższych będzie podobnie. Trochę pomieszczeń, ale też dosyć mało interesujących, rysuje się na północy tellu. Tam widać kilka długich i wąskich murów wydzielających jakieś pomieszczenia o różnej zapewne funkcji.”
To tyle na dziś. Jutro następne wieści z Farchy. I jeszcze ostatnie zdjęcie z pustoszejącego komu zachodniego.

Pustoszejący kom zachodni

00:03, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 kwietnia 2009
W wykopach zrobiło się gorąco

Upał, który nastał w Gazali, mocno daje się we znaki naukowcom z misji archeologicznej w Tell el-Farcha. - Wróciliśmy do bazy bardzo nim zmęczeni - powiedział mi podczas krótkiej rozmowy telefonicznej dr Marek Chłodnicki. - Prac na komie centralnym jeszcze nie zakończyliśmy.

Zrobimy to dopiero jutro. Zapowiadane więc przeze mnie podsumowanie - także więc przesuwamy. Dziś zajmiemy się pogodą i rolnictwem w Gazali.

O tym, że w wykopach Farchy jest gorąco wspominała już dr Joanna Dębowska-Ludwin, która właśnie wróciła z wykopalisk do Krakowa. - Właściwie w Dolinie Nilu można zaobserwować to samo zjawisko, co w Polsce - mówiła. - Po porze zimowej następuje od raz fala ciepła, bez pory przejściowej. W Gazali wkrótce rozpoczną się żniwa. Z pól będzie zbierana pszenica. A ponieważ podnosi się woda w kanałach, wiadomo, że wkrótce mieszkańcy wioski będą przygotowywać się do uprawy ryżu.

Pani Joanna opowiada, że w Gazali w ciągu roku aż trzy raz następuje zmiana uprawy. Najpierw wysiewane są (najczęściej): pszenica, koniczyna i bób. Na przełomie kwietnia i maja, ich miejsce zajmują uprawy ryżu, a we wrześniu - bawełny.

- Szczególnie pięknie i romantycznie wyglądają zalane wodą pola ryżowe - mówi. - Zwłaszcza nocą, kiedy odbija się w nich księżyc i gwiazdy.

A oto - też obiecane - zdjęcie z pól ryżowych, tyle że o zachodzie słońca. Pani Joanna zrobiła je podczas jednego z wcześniejszych pobytów w Farsze.

Zalane wodą pola ryżowe

Zalane wodą pola ryżowe

23:21, joannagrabowska_net , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3